Parafia Św. Brata Alberta w Mnikowie

Aktualności

21.04.2007

Zjazd motocyklistów

Zjazd motocyklistów

Do malowniczo położonego Mnikowa zjechali w sobotę właściciele stalowych rumaków z całej południowej Polski. Na terenie tamtejszej parafii zaparkowało prawie 300 chopperów, skuterów, ścigaczy, emzetek, harley'ów. Modlitwą i piknikiem motocykliści rozpoczęli nowy sezon.


Widok siedzących w kościelnych ławkach ludzi w skórzanych kombinezonach, w czarnych chustach, nierzadko z wytatuowanymi ramionami, już nie budzi zdziwienia wśród wiernych w Mnikowie. Jednak za każdym razem ich przyjazd, szczególnie w tak dużej grupie, jest sensacją. Nikt obojętnie nie przejdzie obok wspaniałych, lśniących w słońcu maszyn różnych marek,

Nieprzypadkowo motocykliści wybrali akurat Mników na swój wiosenny zlot. Ks. Stanisław Święciak, gospodarz parafii św. Brata Alberta, to jeden z nich - wielki entuzjasta sportu motorowego. Pierwszy raz usiadł na motorze będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej. To był motor marki WSK należący do jego ojca. Potem jeździł jawą, SHL-ką, junakiem. Na pierwszy, jeszcze wówczas bardzo skromny zlot motocyklistów do swojej parafii w Mnikowie ks. Święciak zaprosił właścicieli stalowych rumaków kilka lat temu. Spodobało im się tu. Nie tylko dlatego, że okolica jest niezwykle urokliwa. Również z powodu fantastycznej, jak mówią uczestnicy zlotu, atmosfery.

Program spotkania, w którym z roku na rok bierze udział coraz większe grono osób, jest mniej więcej taki sam. Motocykliści najpierw uczestniczą we mszy, podczas której wspominają zmarłych kolegów. Ks. Święciak mówi o nich: ci, którzy jeżdżą "niebiańskimi autostradami". Potem uczestniczą w pokazie pierwszej pomocy i wożą maluchy z pobliskiego domu dziecka, sprawiając im tym ogromną przyjemność. Potem jest święcenie pojazdów.

W tym roku na terenie mnikowskiej parafii zaparkowało ponad 300 stalowych rumaków. Różnych marek, w różnym wieku, różnej wartości. Za niektóre z nich można kupić dwa samochody osobowe! Ale były też egzemplarze zgoła muzealne. Wszystkie błyszczące, przyciągające oko fanów.

Zainteresowanie budziły też stroje właścicieli motocykli. Fantazyjne kapelusze, hełmy sprzed kilkudziesięciu lat, buty kowbojki w wymyślne wzory. "Ludzie w czarnych skórach" - jak mówi się o fanach motocykli - okazują się przemiłymi, dobrze wychowanymi młodymi (choć nie tylko)mężczyznami i kobietami. Są wśród nich przedstawiciele różnych profesji. Od biznesmenów po robotników, a nawet "czasowo bezrobotnych".

Jan Kotulski jest informatykiem. Przez trzy ostatnie lata pracował w Portugalii. Przyjechał do Mnikowa aż z Łodzi. Chciał spotkać się z przyjaciółmi, ale przede wszystkim poświęcić swojego harleya-davidsona. Nie uczestniczył we mszy. Jest wierzący, lecz nie praktykuje. Mówi, że w Mnikowie ładuje akumulatory na cały sezon. Z wielkim entuzjazmem wypowiada się o organizowanych tu akcjach dobroczynnych. Twierdzi, że rosnąca popularność motocykli w naszym kraju to efekt większej ich dostępności. Podobno wybranym modelem można jeździć już po tygodniu od złożenia zamówienia, a potrzebna część pojawia się u klienta w 48 godzin od złożenia zamówienia.

Maria Hartwig na co dzień pracuje jako steno-typistka w sądzie. Jest właścicielką czerwonej yamahy virago. Jazda motocyklem, w jej odczuciu, daje poczucie swobody. Już sam odgłos silnika sprawia jej radość. Jako dziecko była na wycieczce we Włoszech, gdzie zobaczyła jeżdżące skuterami kobiety. Od tej pory chciała mieć taki pojazd. Swój pierwszy skuter żartobliwie nazywa "odkurzaczem", ze względu na niewielką pojemność silnika.

Mnikowski proboszcz przekonuje, że to fantastyczni ludzie. Oburza się, gdy słyszy, jak mówi się o ludziach w czarnych skórach, że to "anioły piekła" czy "dawcy organów". Twierdzi, że wśród kierowców samochodów jest więcej szaleńców siadających za kółko "na gazie" niż wśród motocyklistów. - Przekonałem się, że to ludzie bardzo autentyczni, otwarci. Zawsze można na nich liczyć - mówi ks. Święciak.

Sobotnia msza święta dla właścicieli motorów w Dolinie Mnikowskiej zapoczątkowała obchody I Światowego Tygodnia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, którego inicjatorem jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. W akcję ONZ włączył się polski Kościół, a konkretnie ks. Marian Midura, krajowy duszpasterz kierowców. To z jego inicjatywy wczoraj w polskich kościołach modlono się za kierujących pojazdami.

Hasło tegorocznego Dnia Modlitw za Kierowców "Nie szarżuj" będzie widoczne przez najbliższy tydzień w gablotach z ogłoszeniami wszystkich polskich parafii.

Źródło: Dziennik Polski